poniedziałek, 1 maja 2017, 121 dzień roku, imieniny Józefa, Lubomira, Ramony

Starostwo Powiatowe w Łęczycy

Pl. Tadeusza Kościuszki 1

99-100 Łęczyca

tel.: (0-24) 388 72 00

fax: (0-24) 721 32 17

email: sekretariat@leczyca.pl

foto1 foto2 foto3 foto4
Znajdujesz się w: Strona główna / Aktualności
Wydrukuj stronę Poleć znajomemu
x

Zapraszam do obejrzenia strony Legendy o Diable Borucie - Aktualności - Starostwo Powiatowe w Łęczycy.

 

Pobierz PDF

Aktualności

 
2010-08-06

Legendy o Diable Borucie

BORUTA

Łęczyca, w pośród błot, nad rzeką Bzurą. Tu Boruta, to nazwa sławnego diabła, co dotąd siedzi pod gruzami łęczyckiego Zamku.

Żyje on długo, bo już niemal sześć wieków. Teraz jednak już się zestarzał, gdyż wielce się ustatkował i mało o sobie daje wiadomości. Imię to było niegdyś bardzo znane i niejeden szlachcic łęczycki, Piskorzem, od tłustych i popularnych tu ryb nazywany, gdy chciał dogryźć sąsiadowi, przeklinał: „Żeby go Boruta zdusił, albo łeb ukręcił!” a diabeł, który chętnie takie złorzeczenia słuchał, dopełniał nieraz życzenia.

W pobliżu Zamku łęczyckiego mieszkał szlachcic niewiadomego nazwiska i herbu. Był on nad wyraz rosły i silny. Nikt z nim nie mógł się mierzyć na szable, bo od razu przeciwnikom silnym zamachem wytrącał oręż z ręki. Nawet wielu atakujących nie dało rady rębaczowi, gdy się plecami on o dom oparł.

Ponieważ szlachcic był bardzo silny i miał w sobie wielką moc sądzono, że mu sam diabeł pomaga i nazywano go Borutą, a że nosił siwy płaszcz, dla odróżnienia od prawdziwego diabła dostał przydomek Siwego Boruty.

Od tej chwili, nikt go nie zaczepiał. Każdy mijał lub ustępował mu z drogi. Nawet w gospodzie pijana szlachta, kiedy szukała zaczepki, na sam głos  Siwego-Boruty, wychodziła na zewnątrz karczmy by tam między sobą wyjaśniać i rozstrzygać spory.

Siwy Boruta był bardzo zadowolony, że tak go szanują, a był to raczej strach sąsiadów, co znali moc „żylastej prawicy” niż szacunek. Pewny swego i zuchwały w przechwałkach odgrażał się także,  że jak złapie prawdziwego Borutę, to mu karku nadkręci, a skarby, których pilnuje zabierze. Słyszeć się wtedy zdawało, że w piecu lub za piecem ktoś jakby szydersko się podśmiewał.

Siwy Boruta kiedy pił, a pił nie mało, bo najtęźsi bracia piskorze nie mogli go przepić, zawsze jednak  pierwszą szklankę wypijał za zdrowie diabła. A wtedy słyszano odgłos, jakby gruby i przeciągły „dziękuję!”

Siwy Boruta miał dużo pieniędzy, ale jak to w łatwym życiu bywa szybko je w hulance roztrwonił. Postanowił zatem dostać się do legendarnych skarbów  i wziąć z parę mieszków złota od „swego miłego pana brata,” jak nazywał diabła Borutę.

O samej północy, z rozświetloną latarnią, zuchwały szlachcic, ufając swojej sile i szabli, poszedł do lochów średniowiecznego gmachu. Trzymając w jednej ręce wyostrzoną turecką demeszkę, a w drugiej latarnię rozświetlał ciemności dookoła panujące. Ze dwie godziny chodził po krętych schodach i lochach łęczyckiego zamczyska. Nareszcie odnalazł w murze ukryte drzwi, gdy je wybił, jego oczom ukazały się niezliczone skarby, zaś w koncie w postaci sowy z iskrzącymi oczyma, na bryle złota, siedział sam Boruta.

Na ten widok zuchwały szlachcic  zbladł i zadrżał; spocił się potężnie ze strachu.  Po chwili, gdy zauważył, że nie dzieje się mu krzywda doszedł do siebie i tylko wyrzekł z cicha z ukłonem i pokorą:

„Mnie wielce miłościwemu panu bratu kłaniam uniżenie!”

Sowa kiwnęła tylko głową, co rozweseliło nieco Siwego-Borutę. Ukłoniwszy się raz jeszcze, zaczął wypełniać siwej kapoty kieszenie i mieszki, złotem i srebrem. Tak je obładował, że zaledwie mógł się obrócić.

Już świtać zaczęło, a szlachcic nie przestawał garściami ściągać złota. Na koniec, gdy już brakło mu wszystkich kieszeni,  nie mając go gdzie włożyć, zaczął w gębę sypać; a że miał niemałą, nasypał dosyć. Ponownie ukłonił się stróżowi i wyszedł z lochu.

Zaledwie staną na progu, kiedy drzwi się same zatrzasnęły i przycięły mu całą piętę. Nawet nie krzyknął, gdyż złotem wypchane miał usta.

Kulejąc, krwią znacząc ślady kroków swoich, przeładowany skarbami, dobywając ostatki sił, ledwo doszedł do domostwa.

Upuścił na podłogę złoto i srebro, wypluł z napchanej gęby, a sam padł wysilony i słaby. Odtąd miał dużo pieniędzy, ale siłę stracił i zdrowie. Przestękał całą resztę życia. Tak z mocarza, stał się słabym człowiekiem. Tak chciwość, wyrywność i zbytnia wiara w swoją moc okazała się zgubą dla niego samego.  Pewnego smutnego dnia, gdy w kłótni o miedzę wyzwał sąsiada, ten, którego dawniej jednym palcem obalał Siwy-Boruta, pokonał bogacza i zabił.

Domostwo jego pustkami zostało. Nikt  tam zamieszkać nie chciał, bo sam diabeł Boruta często przesiadywał w starej wierzbie, co na podwórzu rosła. Odwiedzał izby i alkierz, pozostałe skarby przenosząc na powrót do Zamku w Łęczycy. (JJ.)

(na podstawie „Klechd, Starożytnych podań i powieści ludu polskiego i Rusi”

zebranych i spisanych przez Kazimierza Władysława Wóycickiego, Warszawa 1837)

 

BORUTA

O tym sławnym złym duchu jeszcze następną opowiadają powiastkę.

Ksiądz z Łęczycy, zaproszony jadąc na obiad, w swej dorożce odmawiał pacierze poranne. Przewidując, że nie będzie miał czasu po kolacji zaczął odmawiać i modlitwy nieszporne. Właśnie gdy jechał nasypem nad wodą, wśród błota, napotkał wieśniaka, który go z rubaszną pozdrawia miną i tymi słowami się do niego odezwał: „Dobry wieczór, księże!”. Zadziwiony pleban odpowiada „A wszakże to nie wieczór, ale rano.” Ale wieśniak tak dalej mówi z szyderstwem: „Musi być wieczór, kiedy już po nieszporach !” Przelękniony pleban poznał z kim rozmawia i prędzej popędzić konia kazał. Wiedział, że to Boruta, co przybrał na się postać rubasznego wieśniaka.

(na podstawie „Klechd, Starożytnych podań i powieści ludu polskiego i Rusi”

zebranych i spisanych przez Kazimierza Władysława Wóycickiego, Warszawa 1837)

 

JAK PANNA NIE CHCIAŁA BORUTY.
Jak pasłem bydło na łące, to stara kobieta mi opowiadała: bogata panna była na Tumie. Boruta przyjeżdżał i chciał konieczniesię żenić.Przyjeżdżał ładnymi końmi. Jak był ostatni raz, ona na ślub się zgodziła, ale potem mówi do służby:
-Kto to może być? Jest człowiekiem, a ma kopyta. Jak ona powiedziała tej służbie, to ta służba poszła do księdza. Ksiądz przyszedł i panna mu wszystko wyznała. Ksiądz powiedział, że to diabeł. Jak miał się odbyć ślub, to ksiądz zamknął w kościele tę pannę, a sam czekał z monstrancją w jej domu i wtedy przyjechał Boruta na to wesele. Jak wjechał w podwyrko, to ksiądz wyszedł na próg do niego i oświadczył diabłu, że panny jego nie ma i że ta wieś nazywa się teraz Tum, bo przedtem nazywała się inaczej. Boruta chciał wliźć do kościoła, ale było pozamykane, więc ze złości chciał przewrócić kościół i widać te odciski palców Boruty na wieży.Odjechał ze swoją drużyną, bo swoją siłą nic nie mógł poradzić, bo kościół był poświęcany.

Op. Andrzej Dembowski l. 20
Wieś Wilczkowice rok 1959

BORUTA RATUJE KRÓLA
Król jechał do Łęczycy. I koło Orszewice kareta w cztery konie zapadła się na błotach, bo król nie wiedział, że nie ma tam przejazdu i drogi do Łęczycy. Zaczęli szukać ludzi, żeby wóz i konie wyciągnęli. A była już noc. Przy trytwie, co przechodzi z Orszewic do Kuchar, mieszkał silny chłop, nazywał się Boruta. Na trytwie to kamienie ze wszystkich stron i tą trytwą owce i bydło pędzili. Boruta wziął linkę i króla z wozem i końmi sam w nocy z błota wyciągnął. Król wtedy wziął Borutę do swojej karety, zawiózł do zamku do Łęczycy i powiedział:
- Po mojej śmierci będziesz tu władcą.

Op. Franciszek Nawrotek l. 75
Wieś Tum, rok 1950

JAK BORUTA SŁUŻYŁ U BERNARDYNÓW ZA PAROBKA
Boruta dawno przestał być zwyczajnym diabłem. Wśród ludzi się obracał i obraca, może i teraz co broi, a myślą, że to chłop, rzemieślnik, albo i kto na urzędzie.
Dawno już, ale i nie tak dawno, może za saskich czasów, Boruta przystał na parobka do bernardynów w Łęczycy. No, dobrze, spodobał im się, bo co jaka robota, to mu się w rękach pali, zrobione nie wiadomo kiedy i jak, a już gotowe. Miał pojechać bernardyn- kwestarz po dworach w same żniwa. Pojechali maleńką bryczuszką. Ten nowy parobek, a był to Boruta, powoził. Zajechali na pole. Ludzie na pańskim pracują, snopki wiążą i w mendle stawiają. Ale to ponoć pszenicę sprzątali, bo sterta już jedna na polu była, widać żyta. Bernardyn Pana Boga przed dziedzicem pochwalił i o jałmużnę prosi. A ten szlachcic pyszny był, roześmiał się i powiada:- Dam, dam, czemu by nie. O tę całą stertę dam, jeżeli ojciec ją na wóz drabiniasty włoży i w buhaja, co się na łące pasie, zawiezie. Bernardyn nie wie, co począć, tylko się uśmiecha, a tu mu parobek mówi:- Dopraszam się łaski dobrodzieja, ja tę stertę na wóz nałożę, buhaja zaprzęgnę i do klasztoru zawiezę.
„Głupi, czy co”- pomyślał ojciec bernardyn, ale mówi:- Ano, spróbuj.
I co się dzieje. Boruta wóz drabiniasty pod stertę przyciągnął, ludzi zwołał, drągami ją podparł, przechylił i na wóz zwalił. Potem jarzmo na woły od jednego sprzężaju zabrał, buhaja w nie przystroił, do wozu zaciągnął i dalej- zaprzęgać. Pobrał tam, co było potrzeba; ludzie dawali, bo się zlecieli patrzeć, co będzie. Boruta z bata strzelił i jedzie. Buhaj środkiem drogi prosto cały wóz ciągnie. I tak do klasztoru wszystko przywiózł. Dziwu było, ale i strach. Ojcowie i braciszkowie zmówili się, że to tego parobka trzeba odprawić, ale jak, kiedy pracowity i posłuszny.
Ano, kazali mu studnię kopać, i w takim miejscu, gdzie woda głęboko była, nie płytko. Jak się już wkopał na łokci z pięćdziesiąt, naznosili kamieni dokoła tej dziury, zeszli się wszyscy i te kamienie wszystkie na raz zepchnęli. A tu kamienie w górę lecą z powrotem, że ledwo bernardyni pouciekali, a Boruta z dołu gniewnie woła:- Kto mi tam w oczy piaskiem prószy?
To wiedzieli, że mu nie dadzą rady.
Ale i Boruta nie chciał u nich służyć. Posłali go do lasu po drzewo. Przywiózł, na szczapy długie, na polana rozrąbał i po kątach w korytarzach i pod oknami i przy drzwiach, po całym klasztorze porozstawiał. A było właśnie święto jakieś i zjazd szlachty. W klasztorze radzili. Szlachta za karabele, a bernardyni za polana chwycili. Szlachta między sobą się rąbali, a bernardyni między sobą drewnem dyskurs zaczęli. I biedy było od tego wiele. A jak oprzytomnieli, parobka już nie było. A przecież służył im, tylko nie wiedzieli jak z nim postępować.

Op. Tekla z Kraśkiewiczów Złotowska
Łęczyca rok 1907

POPŁOCH W SYNAGODZE
Żydzi też mieli wielki strach od Boruty.
To był Sądny Dzień zaraz z wieczora, na jesieni, w roku 1898 czy 1899.
Na chórze w synagodze modliły się same żydówki, bo nie wolno było żadnemu mężczyźnie wejść tam, gdzie siedziały kobiety. Wejście na chór było z dworu, drzwi były zamknięte.
Nagle patrzą, a tu na murze, który był wysoki, siedzi Boruta i nogę miał aż do ziemi z tego wysokiego muru. Wlazł do bóźnicy, w ręku trzymał kruka i kobietom przytykał do nosa. Zrobił się okropny popłoch, kobiety się strachły i zaczęły uciekać. Drzwi się jednak do środka otwierały. Jak jedna spadła, to drzwi sobą zamknęła, drugie chciały otworzyć, już nie mogły, bo drzwi były ciałem tej pierwszej zaparte. Trzydzieści siedem kobiet, niektórych ciężarnych, się zadusiło, bo się Boruty przelękło. Byłoby więcej katastrofy, tylko straż z krzyżem przyleciała i diabeł uciekł, bo by się wszyscy podusili i popalili. Niektóre kobiety siedziały na krześle i były nieżywe z przerażenia. Ani jedna nie ocalała. To był dzień bardzo smutny dla całego miasta i dla żydów i dla katolików. Takie okropne wielki nieszczęście…

Op. Aleksy Jąkalski l. 85
Łęczyca rok 1959

O GÓRZE ŚW. MAŁGORZATY
O świętej Małgorzacie to wim to. Tak mi naświetlali moje tatusie. To było w miesiącu sierpniu. Wielki powstał huragan, tak że ludzie padali na kolana i błagali, żeby Bóg przemienił. Wtedy powstała dziewica i powiedziała tak:- Czego płaczecie i lamentujecie? Ja to w fartuszek wszystko zbiorę razem, co huragan zamieszał i wyniosę. Ta niewiasta otworzyła fartuszek i zaczęła zbierać piach, kamienie i różne odpady. Potem weszła na szczyt huraganu, rozsypała te zbiorki i stanęła. I w tym momencie ustał huragan i do dziś ta góra usypana jest taka wysoka jak ten huragan i tam stoi kościół.

Op. Stanisław Kaleta l. 56
Wieś Marynki rok 1959

 BORUTA Z BESIEKIER
Nieznany z imienia rycerz założył się z diabłem Borutą, że zbuduje od podstaw zamek bez użycia siekiery. Faktycznie - sprowadził niemieckich majstrów, którzy zamek na niewielkiej wysepce pośród sztucznego stawu, wymurowali z cegły i okolicznych kamieni. Rycerz pewnie, dzięki temu fortelowi, zakład by wygrał, gdyby nie to, że jeden z kmieciów zwożących kamienie na budowę nazwany był Siekierka. Rycerz o tym nie wiedział i zapłacił za to duszą. Zamek co prawda się ostał, a miejscowość nazwano Besiekiery, ale diabeł przypilnował tego, co do niego należało i z czasem zamek obrócił w malowniczą ruinę, w której podobno spotkać można go czasami spotkać po zmroku.

 O KAMIENIACH W SŁAWĘCINIE
Boruta nosił kamienie na kościół w Tumie dwa razy. Drugi raz nie zdążył, bo kogut zapiał i kamienie mu upadły w Sławęcinie i góra z tych kamieni się zebrała. Boruta w złości jak chciał rozwalić kościół, to kamieniami uderzał i te kamienie są w murze z prawej strony.

Op. Marianna Filipiak l. 54
Wichrów- Łęczyca rok 1959

 

 
  • Krajowa mapa zagrożeń bezpieczeństwa
  • Zgoda buduje
  • PINB
  • Powiatowy Urząd Pracy
  • psp
  • Policja
  • Państwowa inspekcja sanitarna
  • zoz
  • Mipdp
  • Punkt Nieodpłatnej Pomocy Prawnej w Łęczycy
  • Związek Powiatów Polskich
  • Muzeum w Łęczycy
  • Dom Kultury
  • stowarzyszenie przebudzenie
  • 1% podatku dla Stowarzyszenia Mamy Wielkie Serca
  • Cztery pory roku na Ziemi Łęczyckiej
  • Wrota Regionu Łódzkiego
  • Regionalne Biuro Woj. Łódzkiego  i Miasta Łodzi w Chengdu
  • 1% dla ŁUTW
  • ŁUTW
Starostwo Powiatowe w Łęczycy, Pl. Tadeusza Kościuszki 1, 99-100 Łęczyca, pow. łęczycki, woj. łódzkie
tel.: (24) 388 72 00, fax: (24) 721 32 17, email: sekretariat@leczyca.pl
NIP: 775-20-58-282
Godziny pracy urzędu:
pn., wt., czw. : 7:30-15:30 śr. : 7:30-16:30 pt. : 7:30-14:30
projekt i hosting: INTERmedi@  |  zarządzane przez: CMS - SPI
Poprawny HTML 4.01 Transitional Poprawny arkusz CSS Poprawne kodowanie UTF-8 Strona zgodna z WCAG 2.0 AA
Niniejszy serwis internetowy stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Informacja na temat celu ich przechowywania i sposobu zarządzania znajduje się w Polityce prywatności.
Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie informacji zawartych w plikach cookies - zmień ustawienia swojej przeglądarki.
x